Forum Zwierzaki

Zwierzęta => Co piszą inni... => Wątek zaczęty przez: Estel w 2009-03-21, 20:52



Tytuł: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: Estel w 2009-03-21, 20:52
Cytuj
Drapieżnik z Opolszczyzny skoczył na auto

Nie ma wątpliwości - na Opolszczyźnie grasuje drapieżnik. To puma, lampart albo irbis. Wielki dziki kot w pogoni za sarną wskoczył na samochód jadący szosą niedaleko Głubczyc. Policja uspokaja, że drapieżnik do tej pory nie atakował ludzi, ale prosi już o pomoc myśliwych z bronią.

"O tym, że nieznane zwierzę w pogoni za sarną przebiegło po masce jego samochodu, poinformował nas kierowca, który jechał drogą pomiędzy miejscowościami Głubczyce-Sady i Głubczyce-Las" - relacjonuje komisarz Maciej Milewski z opolskiej policji.

Według wstępnych ustaleń może to być puma, lampart lub irbis. Potwierdza to weterynarz, który w okolicznych gospodarstwach widział kilkanaście zagryzionych przez drapieżnika zwierząt. Ofiarami wielkiego kota padały do tej pory świnie i cielęta. Teraz wiadomo, że poluje także na sarny.

Zwierzę skradające się po polach niedaleko Dobieszowa na Opolszczyźnie sfilmował Piotr Borelowski. Nagranie, które wykonał 1 marca, trafiło do internetu. Choć jest złej jakości, to widać na nim masywnego wielkiego kota.

>>> Zobacz drapieżnika sfilmowanego na Opolszczyźnie  http://www.youtube.com/watch?v=psgil6b_Xd4

Policja - mimo że ma już film z drapieżnikiem i zainteresowała się sprawą - nie zamierza organizować obławy na kota. Ostrzega tylko przed nim mieszkańców okolicznych miejscowości, by nie wychodzili po zmroku samotnie z domu i zabezpieczyli inwentarz.

W okolicach, w których pojawił się drapieżnik, do policyjnych patroli, dołączyli myśliwi. "Nie jest to żadna obława, czy polowanie. Po prostu do policjantów na co dzień patrolujących te okolice dołączył myśliwy z bronią" - uspokaja komisarz Milewski z opolskiej policji.

Nie wiadomo, skąd na Opolszczyźnie mógłby wziąć się wielki kot. Mundurowi nie mają doniesień, by jakikolwiek drapieżnik uciekł z pobliskiego zoo lub cyrku. Najbliższa hodowla takich zwierząt jest w Czechach, ale stamtąd też nie ma żadnych informacji o zbiegłym lamparcie czy pumie.

Niewykluczone, że drapieżnik uciekł z czyjejś prywatnej i niezarejestrowanej hodowli.

Podobna sytuacja miała miejsce w październiku w Małopolsce. Tam też miał grasować duży kot - puma lub młody lew. Tajemnicze zwierzę również udało się nagrać. Niestety, mimo szeroko zakrojonych poszukiwań, w czasie których użyto nawet helikoptera, policji nie udało się znaleźć tego drapieżnika.

>>> Zobacz film z lwem, którego tropili policjanci  http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article245512/Zobacz_lwa_ktorego_tropia_policjanci.html
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article345451/Drapieznik_z_Opolszczyzny_skoczyl_na_auto.html


Cytuj
Drapieżnik grasuje po Opolszczyźnie

Puma, lampart lub pantera śnieżna, sfilmowana w Dobieszowie trzy tygodnie temu pod Głubczycami, dziś może być dosłownie wszędzie. Wszyscy musimy się mieć na baczności.

- Dopiero w czwartek, czytając artykuł w nto, skojarzyłam nasze nagranie ze sprawą zwierząt zagryzionych w Mokrej pod Białą - przyznaje Małgorzata Borelowska z Dobieszowa pod Pawłowiczkami.

1 marca tuż po 10 rano mała córka pani Małgorzaty wyglądając przez okno, zawołała do domowników: A co to za dziwna świnia?! Borelowscy mieszkają na parterze bloku, przed ich domem ciągnie się rozległa pusta przestrzeń.

- Na świnię to nie wyglądało - opowiada Małgorzata Borelowska. - Mój syn Piotr wziął kamerę, żeby zbliżyć obraz i dzięki temu się nagrało. Sprawdzaliśmy potem, co to może być - ryś, lwica, puma. Chciałam nawet wysłać komuś ten film do zbadania, ale syn mi odradził, bo się wygłupię. Dopiero po lekturze czwartkowego artykułu zapytałam syna, czy ma jeszcze to nagranie.

- Jesteśmy pewni, że na zdjęciach jest duży drapieżnik. Obraz jest zbyt niewyraźny, żeby powiedzieć, jaki to gatunek, ale osobnik jest podobny do pumy, lamparta lub irbisa - komentuje Lesław Sobieraj, dyrektor zoo w Opolu, do którego dotarły już odbitki wykonane z filmu. - Zwierzę wygląda na młode i bardzo czujne, z wyraźnym instynktem do polowania.

- Poszliśmy z kolegą po śladach tego zwierzęcia, dobrze widocznych na śniegu - mówi 18-letni Piotr Borelowski. - Nie myślałem, że to może być coś wyjątkowego, nie zabrałem ze sobą aparatu, żeby je sfotografować. Tropy wiodły do silosu za wsią i potem zniknęły, bo śnieg stopniał.

Nikt nie wybiera się na polowanie
Drapieżniki mogą pokonywać dziennie duże odległości, polują na rozległym terenie. Z Dobieszowa, gdzie sfilmowano kota 1 marca, do Mokrej jest ok. 30 kilometrów. Drapieżnik z Mokrej zaatakował na pewno 9, 12 i 15 marca, a prawdopodobnie też na początku miesiąca. Nikt nie zgadnie, gdzie może być teraz.

- Na razie nie planujemy obławy. Ograniczamy się do informowania ludzi - mówi Piotr Kulczyk z prudnickiej policji, który wczoraj był w Dobieszowie i oglądał nagranie drapieżnika. - Związek tego osobnika z wypadkami w Mokrej też jest tylko hipotezą. Koty mają niezwykłe zdolności ukrywania się, nawet blisko ludzi.

Poszukiwania zwierzęcia mogą trwać miesiące, a nawet lata. Zbieramy informacje, ale proszę pamiętać, że za bezpieczeństwo na terenie gminy odpowiada także miejscowa władza.

- Nie podejrzewam, żeby drapieżnik zaatakował człowieka. Jeśli to on zagryzł zwierzęta w Mokrej, to znaczy, że jest głodny i zdesperowany, bowiem nie bał się wejść do zabudowań - mówi dyr. Sobieraj. - Radzę wszystkim unikać bliskiego kontaktu ze zwierzęciem. Na widok drapieżnika chować się w zabudowaniach. W rejonie Mokrej wieczorem ludzie nie powinni wychodzić z domu. Nie mogę za pośrednictwem prasy sugerować czegoś policji czy władzom, ale jeśli mnie o to poproszą, nie odmówię pomocy. Liczę na wsparcie myśliwych.

- Żaden myśliwy nie podejmie się tropienia takiego drapieżnika, bo to nie jest nasz rodzimy gatunek, nie znamy jego zwyczajów - mówi Jan Cieśliński, kierownik ośrodka hodowli zwierzyny w sąsiedniej Mosznej i myśliwy od 40 lat. - Tą sprawą powinien się jak najszybciej zająć jakiś specjalista, biolog czy zoolog. Tam trzeba wyłożyć przynęty, może nawet wystawić kamery termowizyjne. Mamy do czynienia z bardzo przebiegłym okazem, który nie boi się człowieka. Może zaatakować kogoś, kto go spotka w oborze.

Wczoraj wieczorem informacja o nagraniu z Dobieszowa jeszcze nie dotarła do ludzi z Mokrej. Im więcej informacji w mediach, tym większy strach we wsi.

- Od tyłu zabiłem deskami wszystkie dziury w ogrodzeniu, ale od przodu płot jest niski, większe zwierzę przeskoczy - martwi się Marcin Habrecht, sąsiad jednego z zaatakowanych. - Drzwi do obory zamykam, ale okno musi być uchylone, żeby się wietrzyło. Na noc psy zostawiam w oborze. Jakby się coś działo, to podniosą alarm i usłyszę. Nie wiem, co wtedy zrobię. Pewnie pójdę sprawdzić, ale przecież człowiek z pumą sobie nie poradzi.

- Zawsze się pilnujemy - opowiada Ewa Gonsior. - Mąż wieczorem zamyka obory, sprawdza wszystko w obejściu, spuszcza dwa psy i może dlatego nam taki przypadek się nie zdarzył. Jestem w szoku, nie mogę uwierzyć, że to może być jakieś dzikie zwierzę. Mam nadzieję, że do lata uda się je złapać, bo jak się zrobi ciepło, trzeba będzie szerzej otwierać budynki gospodarcze.

- Męczy mnie ta sprawa. Da Bóg, żeby się szybko zakończyła - burmistrz Białej Arnold Hindera ciężko wzdycha. - Nie zazdroszczę ludziom w Mokrej, bo przecież jakoś muszą żyć, wychodzić do sklepu, do obory czy chlewni, wysyłać co dzień dzieci do szkoły.

Śmierć w cichą noc
Mokra to typowa śląska, rolnicza wioska. Idąc wieczorem do sąsiada, niektórzy zostawiają otwarte drzwi domu. Co się dziwić, że wejścia do obory nie ryglowali. Przynajmniej dotychczas.

- Drzwi nie były zamknięte, bo niby czego się miałem obawiać? - opowiada Roman Wilczyński. - Obora jest jakieś 100-150 metrów od domu. W nocy nie słyszeliśmy niczego podejrzanego. Rano, jak co dzień, poszedłem do zwierząt i zobaczyłem nieżywego świniaka. Dużą sztukę, miał ponad 100 kilogramów. Leżał pocięty, pogryziony w chlewiku. Rozdarty bok, mięso wyjedzone z tyłu i pod łopatką.

- Siedem lat prowadzę hodowlę i pierwszy raz zdarza mi się coś takiego - mówi Sebastian Wilczyński, kolejny poszkodowany. Siedem zagryzionych cielaków to ok. 5 tys. zł straty, której nikt rolnikowi nie zwróci. On też przyznaje, że drzwi do obory były nocami niezamknięte. Wchodzi się do niej od strony placu wypełnionego sprzętem rolniczym, ogrodzonego. To środek wsi, wokół droga asfaltowa, domy. Nikomu do głowy nie przyszło, że w takim miejscu może zaatakować drapieżnik.

Sebastian Wilczyński pojechał na policję dopiero, gdy usłyszał o kolejnym ataku. Jego brat Kamil Wilczyński po drugiej stronie placu hoduje warchlaki. Miesiąc temu jednej nocy stracił ok. 30 młodych. Część przepadła, kilkanaście znalazł zagryzionych w różnych miejscach obory. Nawet tego nie zgłosił policji czy weterynarii, pogodził się ze stratą. Dopiero teraz, gdy we wsi zagryzione sztuki znaleziono w trzech kolejnych gospodarstwach, rodzina skojarzyła tamten wypadek z ostatnimi.

Bernard Hamerla, ostatni poszkodowany, mieszka na skraju wioski. Pierwszy dom od strony rozległych pól. Wejście do obory jest zaraz za domem, ale śpiąca w ostatnią niedzielę rodzina też niczego nie usłyszała. Rankiem znaleźli siedem zamordowanych warchlaków w zakrwawionym kojcu.

- Prosiaki były niedawno po zabiegu kastracji - mówi Marek Wisła, lekarz weterynarii i pracownik powiatowej inspekcji weterynaryjnej. - Drapieżnik musiał wyczuć świeży zapach krwi. Wypchnął dwoje drzwi, w tym jedne zamknięte na zasuwę.
Doktor Wisła pokazuje na komputerze fotografie padłych zwierząt. Wygryzione karki, nogi i pośladki. Długie na kilkanaście centymetrów cięte ślady, jakby zadane ostrymi pazurami z dużą siłą. Napastnik atakował w sposób typowy dla drapieżnych kotów, z góry, dobierając się do miejsc umięśnionych. Pies gryzie inaczej, w trzewia.

Dokładnie zbadano ślady dopiero w ostatnim przypadku, ale i tak zostały rozmyte przez padający w nocy deszcz. Jeden jest wyraźniejszy. Bez widocznego odcisku pazurów, same miękkie poduszki i charakterystyczny okrągły kształt jak u kota. Rozmiar - po przekątnej 9 i 11 centymetrów - wskazuje, że zwierzę waży co najmniej 60 kilogramów. W kojcu na deskach został też kłak sierści.

- Porównałem je pod mikroskopem z sierścią pumy, jaką dostałem z opolskiego zoo - mówi dr Wisła. Z całą pewnością to nie jest ta sama sierść. U pum z Opola podszerstek, czyli spodnia warstwa sierści, wygląda tak samo jak u domowych kotów. Sierść z obory Bernarda Hamerli ma obraz mikroskopowy sierści psiej.

Bestię przywiózł człowiek
We wrześniu ubiegłego roku cała Polska śledziła obławę, jaką policja urządziła na tajemnicze zwierzę z Jeziorzan koło Krakowa. Ktoś z wioski przypadkowo sfilmował z dużej odległości na zarośniętej łące biegnącego drapieżnika - kota o sporych rozmiarach, prawdopodobnie młodego lwa. Dwudniowe poszukiwania z udziałem dwóch helikopterów policyjnych, dziesiątków funkcjonariuszy, w tym brygady antyterrorystycznej, i lekarzy weterynarii z bronią usypiającą kosztowały 50 tys. zł. I nie dały żadnego efektu. Nie trafiono nawet na ślad drapieżnika. Film z Jeziorzan zostaje zagadką do dziś.

Wymienione przez dyrektora Sobieraja gatunki żyją na wolności w Ameryce, Afryce i Azji. Drapieżnika przywiózł więc do nas człowiek. Jedna z wersji mówi, że uciekł przemytnikom z transportu. Według szacunków Interpolu handel dzikimi zwierzętami, zakazany przez Konwencję Waszyngtońską w 1974 roku, kwitnie i przynosi rocznie nawet 5 miliardów dolarów zysków. To drugi nielegalny interes po narkotykach. Polska może być ważnym krajem tranzytowym do Zachodniej Europy, gdzie rośnie moda na dzikie zwierzątko w domu.

- W ubiegłym roku Służba Celna zatrzymała na terenie całego kraju 104 żywe zwierzęta, których transport jest zakazany przez Konwencję Waszyngtońską - mówi Witold Lisicki, rzecznik Służby Celnej. - To były 63 ptaki i 41 gadów.

26 listopada ub. roku na przejściu granicznym w Hrebennem Straż Graniczna znalazła w lukach bagażowych kursowego autobusu z Warszawy do Lwowa drewniane klatki i zapakowane kartonowe pudła. W środku było 5 żywych kucyków, 2 kangury i 11 egzotycznych ptaków. Kierowca tłumaczył się, że przyjął taką przesyłkę od kogoś nieznanego w Warszawie. Miał się po nią zgłosić ktoś inny we Lwowie. Zwierzęta podobno pochodziły z Belgii.

Przewożono je w nieludzkich warunkach. Na szczęście trafiły potem do zoo - wspomina ppłk Andrzej Wójcik, rzecznik Nadbużańskiej Straży Granicznej. - Od kilku lat nie mieliśmy takich ilości egzotyki na granicy. W latach 90. częściej znajdowaliśmy węże, żółwie, papugi. Drapieżników nie pamiętam. Wtedy to wszystko jechało ze wschodu na zachód.

Kimkolwiek jest drapieżnik z Mokrej, spodobała mu się rozległa otwarta przestrzeń w okolicy. Myśliwi w tym rejonie niedawno liczyli zwierzynę dziką. Nie zauważyli padliny.

- Nikt z myśliwych nie sygnalizował nam strat w zwierzynie płowej, żadnych dziwnych tropów niezidentyfikowanej zwierzyny - mówi Tadeusz Kwartnik, leśniczy z Pietnie. Pod jego nadzorem znajduje się najbliższy las w Mosznej, kilka kilometrów od Mokrej. - Z drapieżników mamy tu tylko jenoty, ale one nigdy nie atakują takich zwierząt.

- Ostatnio nie mieliśmy nawet przypadków zagryzienia leśnej zwierzyny przez psy - zastanawia się Andrzej Kwarciak, zastępca nadleśniczego w Prudniku. - Wygląda na to, że dla tego osobnika nasz las wcale nie jest bezpiecznym schronieniem. W rejonie wioski znalazł sobie pożywienie, bazę do żerowania, może też schronienie. Mógł przywarować całkiem blisko ludzi.
http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090321/POWIAT11/213596326


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: ppx w 2009-03-22, 15:18
Ciekawe właśnie skąd się wziął. Na onecie coś też niedawno o tym pisało.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-03-22, 18:53
Ja myślę,że to jest zwierzę z przemytu,które uciekło jakiemuś kolekcjonerowi / hobbyście,lub zostało przez niego wypuszczone,gdyż opieka nad nim przerosła jego możliwości ...


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: renia3399 w 2009-03-23, 00:06
jak usłyszałam o tym to stwierdziłam że znowu im się przewidziało, no powiedzmy ze to naprawdę duży kot, ok, ale i tak robią w okół tego taki szum... przecież puma nie wejdzie do domu nikomu, mam nadzieję ze chociaż ją złapią a nie zabiją, pewnie gdzieś, skądś uciekła... biedny zwierzak :roll: i znowu brak odpowiedzialności ludzi...


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-03-23, 18:24
Teraz mówią,że to prawdopodobnie puma - znaleziono zagryzioną sarnę i trwa obława na zwierzę.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: renia3399 w 2009-03-23, 22:15
Lis, mówili że chcą odłowić zwierze a nie zabić, tyle dobrze, mam nadzieję że je złapią bo biedne się męczy pewnie, zresztą wieśniacy nie znają pojęcia "pod ochroną" i gdy stwierdzą że im zagraża puma czy co to jest skończy w jakiś sidłach...


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-03-26, 01:03
Myśliwym / co niektórym / już się marzy odstrzał tak nietypowego zwierza ...
http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=289665&t=289665

A w tv był dzisiaj pan Waldemar Kocoń,jedyny w Polsce właściciel oswojonego,chyba irbisa - mówił,że taki dziki kot nie stanowi zagrożenia dla człowieka,chyba że to człowiek zacznie mu zagrażać,wtargnie we wrogich zamiarach na jego teren.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: Fatty w 2009-03-26, 08:31
A w tv był dzisiaj pan Waldemar Kocoń,jedyny w Polsce właściciel oswojonego,chyba irbisa
serwala :) Śliczne to to, a jak skacze :kocham:


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-03-26, 15:33
serwala :) Śliczne to to, a jak skacze :kocham:

Mało tego,reporter TVN 24 spacerował sobie z ... tygrysem na smyczy ...  :lol:
Nie wiem,czy bym się na to odważył ;)


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: Fatty w 2009-03-26, 19:25
Ja bym się odważyła- ale tylko dlatego, że to tygrysie dziecię było :P


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-03-26, 20:43
Już nie kocię,a młoda samiczka Zoja  :P
Też bym się odważył,ale respekt bym czół ;)


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: renia3399 w 2009-03-26, 22:07
e, wiadomo coś gdzie jest kotek? bo ja mało tv oglądam, ostatnio słyszałam że w okolicach kędzierzyna, coś się zmieniło?

spotkać i zbliżyć się do dużego kota, ach marzenie :roll:


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-03-28, 15:15
Tak jak myślałem,już się zaczyna mówić o odstrzale: ... http://www.rmf.fm/fakty/?id=153549&temat=76

Myśliwi piszą,że:

Cytuj
Są dwie opcje

1 Kot wreszcie uszkodzi jakiegoś dzieciaka i będzie miał TVN i TOK i GW pisania i gadania że hej a potem się kota zastrzeli bo kot udowodni że bywa agresywny.
2 Jakiś osioł z naszego grona kota zastrzeli z własnej pomysłowości i też będzie o tym gadania i pisaniny i do piesków się wróci hej :)


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: renia3399 w 2009-04-01, 22:51
http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090330/POWIAT11/685138039

ehh, wiedziałam że jeśli go szybko nie złapią ludzie będą chcieli go załatwić...


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-04-10, 19:26
Znalazłem coś takiego - przekopiowane z innego forum:

Cytuj
Witam,ponieważ mieliśmy juz przykłady ,myślę tu o łosiu zastrzelonym w Warszawie,głupoty ludzkiej i braku jakichkolwiek wyższych uczuć.,pomimo zapewnień ,że kot nie zostanie zastrzelony,powstała petycja w sprawie rzeczonego kota.
Po wielu rozmowach dowiedziałam się,że decyzje w sprawie "pumy".która notabene pumą nie może być,bo czarnych pum nie ma,jeśli zwierze znajdzie się na terenie łowieckim,decyzje podejmuje łowczy.
Jako,że mam brak zaufania do myśliwych,powstała petycja;]
Ma to być swego rodzaju zabezpieczenie bytu kota.
Na dzień dzisiejszy,media podają,że mieszkaniec Bytomia,który zaobserwował zwierze,mógł widzieć rysia;]
kolejna bzdura,bo rysi też czarnych nie ma;]
skoro myśliwi w Bytomiu potrafili zastrzelić labradora ,dogoterapeute i ukryć sprawę,to kot jest zagrożony....

PETYCJA (http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=3931)

Przypominam tylko,że trzeba po kliknięciu podpisz petycje kliknąć jeszcze "POTWIERDŹ SWÓJ PODPIS POD PETYCJĄ" ukaże się informacja "
Weryfikacja podpisu wysłana na podany adres e-mail."
odbieramy wtedy e-mail i potwierdzamy;]


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: zoolog w 2009-04-11, 09:29
Niestety autorka tego postu mija się z prawdą zoologiczną. Zdarzają się bowiem pumy czarne jak podaje najlepsza moim zdaniem książka o kotowatych "Wielkie koty" z konsultacją tekstu Dr Johna Seidenstickera i Dr Susan Lumpkin.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: renia3399 w 2009-04-11, 10:28
Niestety autorka tego postu mija się z prawdą zoologiczną. Zdarzają się bowiem pumy czarne jak podaje najlepsza moim zdaniem książka o kotowatych "Wielkie koty" z konsultacją tekstu Dr Johna Seidenstickera i Dr Susan Lumpkin.
ale to chyba nie jest taki wielki błąd?
mam nadzieje że petycja da jakiś efekt... chociaż co atm petycja gdy kot spotka się z wieśniakami...


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-04-11, 16:06
Zoologu - tak naprawdę to nikt nie wie,co to za zwierzę - dziki kot,czy tylko jeden i czy to jest na pewno dziki kot a jeśli tak,to jaki? - część myśliwych twierdzi,że to po prostu wilk / samotnik - a jak jest naprawdę?.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: zoolog w 2009-04-12, 09:07
Zoologu - tak naprawdę to nikt nie wie,co to za zwierzę - dziki kot,czy tylko jeden i czy to jest na pewno dziki kot a jeśli tak,to jaki? - część myśliwych twierdzi,że to po prostu wilk / samotnik - a jak jest naprawdę?.
Ja tylko Lisie napisałem, że istnieją czarne odmiany barwne pumy. Zgadzam się z tym co piszesz.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-04-12, 15:49
Mój błąd,opacznie zrozumiałem Twój post ... :oops: - ale to chyba nie jest aż tak wielki błąd? - liczą się intencję ;)


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: zoolog w 2009-04-13, 09:15
Mój błąd,opacznie zrozumiałem Twój post ... :oops: - ale to chyba nie jest aż tak wielki błąd? - liczą się intencję ;)
Zgadza się, ale prawda zoologiczna również jest ważna. Po prostu czułem się w obowiązku zwrócić na to uwagę.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-04-17, 18:23
http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090417/POWIAT04/700967490

Puma sfilmowana na polach pod Rogowem Opolskim! Zobacz film na nto.pl

Beata Szczerbaniewicz

Dzikiego kota sfilmował dzisiaj przed południem turysta z Niemiec. Film zobaczysz tylko w portalu nto.pl

Reinhold Winterstein z Erfurtu przyjechał z żoną Barbarą w odwiedziny do krewnych w Rogowie Opolskim.

Ingrida Kopa, szwagierka, opowiedziała im, że wszyscy szukają w okolicy śladów wielkiego drapieżnika.

Nie chcieli wierzyć, ale w piątek po godzinie 11.00 zobaczyli pumę na własne oczy, na polach za domem Kopów.

- Chodziła, tarzała się, bawiła dobre pół godziny - opowiada Ingrida Kopa, Oglądaliśmy ją w dziewięć osób przez lornetkę. Nie ma wątpliwości, że to puma!
Dopiero po jakimś czasie pomyśleliśmy, że możemy ją sfilmować.

Pan Reinhold sfilmował pumę z odległości ponad 200 metrów.

To już drugi film, na którym uwieczniono opolską pumę. Teraz zwierzę widać jednak bardzo dokładnie i już nie ma wątpliwości - na Opolszczyźnie grasuje duży drapieżny kot!


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: renia3399 w 2009-04-20, 23:02
no cóż, kota wyraźnie widać, pół godziny tam był, myślę gdyby mobilizacja, gdyby na początku zadzwonili, może udałoby się go złapać, podkreślam złapać, mam nadzieję że nie dojdzie do tego że go zabiją, co to za różnica jakim nabojem się strzeli...


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: Kira w 2009-04-21, 21:11
pytanie sie nasuwa skąd sie puma wzieła i czy teoria o nielegalnej hodowli w Czechach jest prawdą i że puma stamtąd uciekła czy moze to z któregos cyrku zwiała..
Zwierze dzikie powinno byc dzikie i wolne,  zwierze to wyraźnie ucieka na widok człowieka-ukrywa sie albo ma złe wspomnienia albo z hodowli uciekajac wrócił mu instynkt(ale drugie mało prawdopodobne bo owa puma raczej zabijała niz zjadała zwierzeta z gospodarstwgdzie wpadła,  jak ktos stwierdził ze zwierze moze byc zestresowane i bardzo nerwowowe). Jak nawet złapia to jaki los go czeka...??? ogród zoologiczny??? kibicuje niech sie dalej ukrywa....Wolna puma jest napewno szczesliwsza...


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: renia3399 w 2009-04-22, 22:08
kibicuje niech sie dalej ukrywa....Wolna puma jest napewno szczesliwsza...
wolna tak, do puki źli i przestraszeniu ludzie ze wsi nie stwierdzą że im zagraża i nie zrobią nagonki, a wtedy jaki los ją czeka? pułapka? sidła? jakiekolwiek inne zabicie? wolna szczęśliwa, jeśli ma co jeść, z tym się zgodzę, ale zagrożeniem dla niej jest człowiek

a sprawa z autem? gdyby wybiegła chwile wczesniej to mogłaby zostać potrącona ( o ile w ogóle skoczyła na auto, np.  mój tato twierdzi że jakby taki duży kot skoczył to z dachu by wiele nie zostało, a tam tylko pazury były...)


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: Kira w 2009-04-23, 10:57
Naszczeście ludzie na wsi (nie maja takiego pomysłu) moze ktos im przypomniał o nagonce na tygrysa w Warszawie jak chyba z cyrku zwiał - jak człowieka zaatakował(nie pamietam czy człowiek ten przeżył)

prawdopodobnie ona nie skoczyła na auto tylko odbiła sie od dachu aby dalej pobiec stad ślad samych pazurów i brak licznych deformacji dachu.



Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-04-25, 01:26
Ech,właśnie czytałem,że ponoć wydano już zezwolenie na odstrzał dzikiego kota ... :roll: na razie,trzeba czekać na potwierdzenie lub zaprzeczenie tej pogłosce ...

Cytuj
Strzelić jest łatwiej i bezpieczniej.
Dlaczego je odstrzelić?
-Może dlatego że stanowi realne zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi.
To że ucierpi na tym kotek to nie nasza wina tylko tego kto go wprowadził do naszego środowiska.
Jeśli nie ma fizycznej możliwości odłowienia kocura to powinna być wydana oficjalna zgoda na odstrzał przez każdego myśliwego nawet przy przypadkowym spotkaniu.
...
jak znam życie to właśnie te argumenty wezmą górę :mg:
-1- tak duży drapieżnik jest realnym zagrożeniem dla życia ludzi i zwierząt
-2-nie jest gatunkiem rodzimym
-3-stanowi zagrożenie dla gospodarki człowieka (rolnej i łowieckiej)
-4-żaden "zielony" nie zrobi nic aby go odłowić i pokazać że można to zrobić -dlaczego?
-bo tylko potrafią się przypinać do drzew ( w sumie to dobry pomysł :mg: - będzie nęciskiem)
itd itd i całą brudną robotę zrobi na koniec myśliwy
Swoją drogą to wielka frajda polować na taaakie koty :)
...
Kotek pewnie nie będzie miał tyle szczęścia i przyjmie kulkę bo trzyma się zbyt blisko ludzi . To jest kwestia czasu.Trochę mi go szkoda ale chętnie bym zapolował na niego .

http://www.forum.lasypolskie.pl/viewtopic.php?t=12449&postdays=0&postorder=asc&start=44

 :roll: :grr:


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: ppx w 2009-05-14, 23:26
http://wiadomosci.onet.pl/2702,1970856,oblawa_na_nieuchwytna_pume_-_teraz_poznan,wydarzenie_lokalne.html


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: Olka1261 w 2009-05-18, 21:54
Powinni ją (je) SCHWYTAĆ a nie ZABIĆ !!
Ludzie co oni myślą że im do domu na cherbatke wpadnie ??!!


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: spanielomanka w 2009-05-28, 13:59
I jak ?Bo coś ostatnio słyszałam ale nie do końca


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-05-28, 14:06
Ostatnio znaleziono jakiś ślad,zrobiono gipsowy odlew i zawieziono do Wrocławskiego zoo,gdzie orzeczono,że ... to jest na ponad 80% trop psowatego,a nie dużego kota ...
Wczoraj pokazano pułapkę na " pumę ",w której chcą umieścić królika,prosię lub kurę - specjalista od tropienia dzikich zwierząt / zwłaszcza kotów / uważa,że prawdopodobieństwo schwytania zwierzęcia w ową pułapkę,jest nikłe.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: renia3399 w 2009-05-28, 22:57
ja słyszałam ze chcą ja w klatkę złapać, na żywołapkę, czy im się to uda... tato powiedział że może lisa w to złapią, a jeśli postawią klatkę obok opola a puma zawędruje 20km dalej? na wiele im się ta klatka nie zda... ale dobrze że w taki sposób próboją


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-05-29, 14:59
Cytuj
"-– To musi być żywe zwierzę, drapieżnik taki jak puma nie da się nabrać na porcję mięsa – powiedział dziennikarzom dyrektor Centrum Zarządzania Kryzysowego wojewody opolskiego Henryk Ferster.

Jeżeli próby odłowienia drapieżnika nie powiodą się, zwierzę najprawdopodobniej zostanie przeznaczone do odstrzału.

– Musimy sobie powiedzieć prawdę, będziemy musieli ją odstrzelić, innej rady nie ma. O tym, ile jeszcze poczekamy, zdecydują myśliwi – zapowiedział dyrektor."



Czyli o życiu lub śmierci drapieżnika,zadecydują,jednak myśliwi ...  :roll:


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: soboz4 w 2009-05-29, 17:30
A ja mam wrażenie, że puma jest tematem zastępczym, gdy nie ma żadnej sensacji dobrze jest coś powiedzieć, pamiętam lato, w którym wciąż straszyli pływającym po Mazurach krokodylem...


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-05-29, 17:45
Mnie w ogóle drażni to straszenie " pumą " - robienie niepotrzebnej i taniej sensacji ...
Jeszcze trochę i okaże się,ze to,po prostu wilk i tyle.
Cała akcja schwytania " pumy " jest mało profesjonalna i ta nieudolność daje własnie zielone światło dla myśliwych,którzy chętnie udowodnią,jak to bronią biednych ludzi przed złymi drapieżnikami.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-06-05, 13:16
Cytuj
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/spoleczenstwo/article393651/Nie_pokazuj_bestii_ze_sie_boisz.html

...a jak podało dzisiaj RMF-FM w powiecie pleszewskim woj.wielkopolskie jest zgoda na odstrzał kota...

 :roll:


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: renia3399 w 2009-06-05, 15:19
poza okresleniami "bestia" czy "rozjuszone zwierze" to myśle że jest, ok, znaczy dobrze że dają jakieś rady, nie wiem czy skuteczne, stać się większym? no wiele razy się słyszy, ale czy wtedy puma zamist jak ofiare nie potraktuje jako zagrożenie na które też trzeba się rzucić?

ciekawe  gdzie jest teraz...


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: Estel w 2009-06-08, 21:05
mój tato pracuje na poczcie i dzisiaj ok. 1h temu zanim do domu wrócił, koleś z KPEsu (nie wiem jak to się pisze) który jechał koło wioski Małujowice, widział jak puma przebiegła mu przed autem i jest pewny że nie pomylił jej z innym zwierzęciem
wpiszcie Małujowice tu http://mapa.szukacz.pl/ i przybliżcie do 48m to zobaczycie Pawłów tam gdzie mieszkam :roll:


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-06-25, 01:22
Cytuj
PLESZEW - Jest decyzja o odstrzale pumy
 06.06.2009
 Wczoraj starosta pleszewski, zaalarmowany informacjami o biegającym po okolicy drapieżniku, zwołał sztab kryzysowy. Podczas narady z myśliwymi, powiatowym lekarzem weterynarii oraz wójtami Chocza i Gołuchowa podjął decyzję o odstrzeleniu zwierzęcia, prawdopodobnie pumy.

Z takim wnioskiem wystąpił też do wojewody wielkopolskiego, a ten do resortu ochrony środowiska.

Wczoraj prawdopodobnie zwierzę pojawiło się na polu w okolicach Chocza. - Jedna z pracownic naszego urzędu widziała wielkie czarne zwierzę wybijające się ponad zboże - mówi wójt Chocza Marian Wielgosik. - Potwierdza to jeden z policjantów, który również widział to wielkie zwierzę w Choczu. Wielki kot przeszedł ulicą Kaliską w kierunku rzeki i zniknął w krzakach. Zrobiliśmy zdjęcia odcisków jego łap. Pozostawiony przez kota ślad ma wielkość ok. 14-15 centymetrów, a odległość między stopami wynosi 1,40 m.

Wersję o pojawieniu się zwierzęcia z rodziny kotowatych w powiecie pleszewskim potwierdza też dziennikarz Paweł Michaliszyn, który w nocy ze środy na czwartek wracał autem po audycji do domu w Pleszewie.

- Dojeżdżałem do Gołuchowa, gdy w odległości ok. 80 metrów przebiegł mi przez drogę wielki kot. Miałem włączone długie światła i nie mogę się mylić. To była na pewno puma, bo od lat interesuję się dzikimi zwierzętami z rodziny kotów. Upewniły mnie o tym jej charakterystyczne, miękkie skoki i niewielka głowa. Miałem dość czasu, by się jej przyjrzeć.


Wielki kot przeszedł ul. Kaliską w kierunku rzeki i zniknął - mówi wójt Chocza

Puma pojawiła się na terenie gminy Gołuchów w środę. Od początku przyciąga uwagę mediów i sieje strach wśród tamtejszych mieszkańców. Zwierzę widziane było w rejonie wsi Czerminek, Szkudła, Cieśle i Kajew, czyli na pograniczu dwóch gmin: Gołuchowa i Pleszewa. W stan gotowości postawiono myśliwych, wójt Gołuchowa zwołał sztab kryzysowy, a starosta powiadomił centrum zarządzania kryzysowego wojewody wielkopolskiego.

- Bardzo duży kot przypominający pumę był widziany w nocy na drodze między Cieślami a Kajewem, a na polu jednego z rolników w Kucharkach odkryto ślady łap o średnicy około 10 centymetrów - mówi starosta Michał Karalus. - Drapieżnik zdemolował klatkę, w której były króliki. Wójt Gołuchowa oraz burmistrz Pleszewa wystosowali do mieszkańców okolicznych wsi ostrzeżenia na wypadek spotkania ze zwierzęciem.

Wczoraj nie nadeszło jeszcze zezwolenie na odstrzał drapieżnika od wojewody, który o zgodę wystąpił do resortu ochrony środowiska. Odstrzału pumy mają dokonać myśliwi zrzeszeni w Polskim Związku Łowieckim.

Jacek Tomczak  -  POLSKA Głos Wielkopolski

http://poznan.naszemiasto.pl/wydarzenia/1008710.html

...  :roll:


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: Olinka w 2009-07-08, 22:45
słyszałam że kotek sobie całkiem nieźle radzi
wykołował juz niezłągrupę mysliwych
chyba potrzebny jest jakiś tropiciel śladów
z powieści przygodowych o Winetou
a swoja drogą ciekawe czy ucieknie - czy da się złapać
ja trzymam kciuki za kotkiem :)


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: soboz4 w 2009-07-09, 11:22
Pytanie czy to kot czy yeti?  ;p


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: zoolog w 2009-07-12, 18:59
Pytanie czy to kot czy yeti?  ;p
Z tego co wiem, okazało się, że to nie była żadna puma, tylko duży osobnik kota domowego.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-07-12, 21:21
Z tego co wiem, okazało się, że to nie była żadna puma, tylko duży osobnik kota domowego.

Dokładnie - tyle tylko,że pozornych obserwacji " pumy " i innych " dziwnych " zwierząt było tak wiele,że jeszcze nie wiadomo,czy to jest już koniec tej medialnej nagonki ...


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: Olinka w 2009-07-21, 16:18
kot domowy ??
o ile pamietam był jakiś krótki film kilka miesięcy temu w TV
tam wyraźnie było widać że na kota jest za duży
w dodatku wypowiadał sie jakis Zoolog :)
nie ten nasz to był jakiś zawodowiec
oczywiście nasz ZOOLOG - też ma sporą wiedze
przekonałam sie wtym dziale - ale i w innych


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: zoolog w 2009-07-21, 18:19
kot domowy ??
o ile pamietam był jakiś krótki film kilka miesięcy temu w TV
tam wyraźnie było widać że na kota jest za duży
w dodatku wypowiadał sie jakis Zoolog :)
nie ten nasz to był jakiś zawodowiec
oczywiście nasz ZOOLOG - też ma sporą wiedze
przekonałam sie wtym dziale - ale i w innych
Dziękuję Olinko za komplementy nie wiem, czy na nie zasługuję. W gazecie lokalnej mojego miasta było wspomniane o tym zwierzęciu. Napisano,że był to duży kot domowy. Podobnie podawała wiadomości o nim telewizja.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: Olinka w 2009-07-30, 16:37
ostatnio o nim ucichło
może wyjechał za granicę :) - wschodnią
ktos pisał że jest taka mozliwość w jakimś wątku wcześniej
... to nie roztrzygniemy sporu
ja obstaje że to jest Puma


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-07-30, 19:35
Raczej,znowu się zaczyna:   http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090729/POWIAT01/169921335


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-08-04, 08:50
A jednak pumę,lub pumy " załatwili " polscy myśliwi:

Cytuj
polskatimes.pl: "Polscy myśliwi zastrzelili pumy, które uciekły z hodowli w Czechach. To ustalenia reporterów Polski Dziennika Zachodniego.
Nie ma już tajemniczego kota, który wiosną w różnych częściach kraju zagryzał duże leśne zwierzęta i wzbudzał popłoch, podchodząc pod płoty gospodarstw. Jak ustaliliśmy, wyśmiewane przez niektórych pumy naprawdę istniały. Uciekły z nielegalnej hodowli w Czechach, a w Polsce zostały zastrzelone. W wielkiej tajemnicy.
Według naszych informacji pumy były co najmniej trzy, choć niektóre źródła mówią nawet o pięciu. Dopiero teraz przedstawiciele służb antykryzysowych potwierdzają, że bestie nie były tylko wytworem ludzkiej wyobraźni. Zagrożenie było więc realne. By nie siać paniki, komunikaty na temat dzikich zwierząt ograniczano do minimum. Dowiadywaliśmy się z nich tylko o tajemniczym kocie, który może biegać po okolicy. Tymczasem ludzie odpowiedzialni za nasze bezpieczeństwo dobrze wiedzieli, ż drapieżników jest więcej.
- Najważniejsze, że zniknęły - mówią przedstawiciele służb kryzysowych. Nie chcą jednak oficjalnie powiedzieć, co się z nimi stało. Centra kryzysowe na Śląsku i Opolszczyźnie odwołały już alarm. - Nie mamy już zgłoszeń związanych z kotami. Mieszkańcy mogą wchodzić do lasu - mówi Jerzy Szydłowski, szef Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Raciborzu.
Także Andrzej Szczeponek, zastępca dyrektora wydziału kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, zapewnia, że mieszkańcom nic już nie grozi. - Ostatnie ślady pochodzą z Kochanowic, ale odkryto je dość dawno temu. Nie ma sensu dalej ostrzegać ludzi - mówi Szczeponek.
W podobnym tonie wypowiadają się w wydziałach kryzysowych na Opolszczyźnie, mimo że kilka dni temu odebrano tam informację o pojawieniu się dzikiego kota w Dylakach koło miasteczka Ozimek. - Sprawdziliśmy ten sygnał, ale niczego tam nie stwierdzono - mówi Edward Ambicki, zastępca dyrektora wydziału kryzysowego w Urzędzie Wojewódzkim w Opolu.
Skąd ten nagły spokój wśród służb kryzysowych? Stąd, że drapieżniki zostały po prostu zastrzelone. - Kotów było w sumie pięć. Trzy grasowały na terytorium Polski, dwa w Czechach - opowiada anonimowo nasz informator z Lasów Państwowych. - To były pumy, które uciekły z nielegalnej hodowli za naszą południową granicą. Młode zwierzęta, ważące około 50 kilogramów - zdradza urzędnik. - Zostały zlikwidowane po cichu, bez powiadamiania mediów. To było jedyne wyjście - zapewnia i zaraz uzasadnia: - Nie ma w Polsce ustawy dotyczącej postępowania z takimi zwierzętami. Przecież puma nie jest u nas zwierzyną łowną. Mimo to trzeba było podjąć jakieś kroki, więc zapadła decyzja o odstrzale. Dla tropicieli z odpowiednim sprzętem, który umożliwiał polowania w nocy, to była bułka z masłem - mówi nasz informator. Gdzie zostały zastrzelone? - Trzeba pytać w Opolu - ucina rozmowę."

... Nie ma ustawy,więc zwierzęta " zlikwidowano " po cichu ...


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: soboz4 w 2009-08-04, 08:56
http://www.kurierlubelski.pl/module-dzial-viewpub-tid-9-pid-75214.html

Cytuj
Pumy zabito bez rozgłosu

W Polsce naprawdę grasowały trzy drapieżniki

 
Czarną pumę widziano m.in. na Opolszczyźnie
Nie ma już tajemniczego kota, który wiosną w różnych częściach kraju zagryzał duże leśne zwierzęta i wzbudzał popłoch, podchodząc pod płoty gospodarstw. Jak ustaliła „Polska”, wyśmiewane przez niektórych pumy naprawdę istniały. Uciekły z nielegalnej hodowli w Czechach. Zostały w tajemnicy odstrzelone.

Według naszych informacji pumy były co najmniej trzy, choć niektóre źródła mówią nawet o pięciu. Dopiero teraz przedstawiciele służb antykryzysowych potwierdzają, że bestie nie były wymysłem ludzkiej wyobraźni. Zagrożenie było realne. By nie siać paniki, komunikaty na temat dzikich zwierząt były lakoniczne. Ostrzegano tylko przed tajemniczym kotem, który być może biega po okolicy. Tymczasem doskonale zdawano sobie sprawę, że drapieżników jest więcej.

– Najważniejsze, że zniknęły – mówią przedstawiciele służb kryzysowych, nie chcą jednak oficjalnie powiedzieć, co się z nimi stało. Centra kryzysowe na Śląsku i Opolszczyźnie odwołały już alarm. Powód: dzikie koty zniknęły. – Nie mamy już zgłoszeń związanych z kotami. Mieszkańcy mogą wchodzić do lasu – mówi Jerzy Szydłowski, szef Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Raciborzu.

Także Andrzej Szczeponek, zastępca dyrektora wydziału kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, zapewnia, że mieszkańcom nic już nie grozi. – Ostatnie ślady pochodzą z Kochanowic. To było dość dawno temu. Nie ma sensu dalej ostrzegać ludzi – mówi Szczeponek.

W podobnym tonie wypowiadają się w wydziałach kryzysowych na Opolszczyźnie, mimo że kilka dni temu odebrano tam informację o pojawieniu się dzikiego kota w Dylakach koło Ozimka. – Sprawdziliśmy ten sygnał, ale niczego tam nie stwierdzono – mówi Edward Ambicki, zastępca dyrektora wydziału kryzysowego w Urzędzie Wojewódzkim w Opolu.

Jak ustaliła „Polska”, drapieżniki zostały zastrzelone bez rozgłosu. – Kotów było w sumie pięć. Trzy grasowały na terytorium Polski, dwa w Czechach – opowiada anonimowo nasz informator z Lasów Państwowych. – To były pumy, które uciekły z nielegalnej hodowli za naszą południową granicą. Młode zwierzęta, ważące około 50 kilogramów – zdradza urzędnik. – Zostały zlikwidowane po cichu, bez mediów. To było jedyne wyjście – zapewnia i zaraz uzasadnia: – Nie ma w Polsce ustawy dotyczącej postępowania z takimi zwierzętami. Przecież puma nie jest u nas zwierzyną łowną. Jednak trzeba było podjąć jakieś kroki. Podjęto decyzję o odstrzale. Dla tropicieli z odpowiednim sprzętem, który umożliwiał polowania w nocy, to była bułka z masłem – mówi nasz informator. Gdzie zostały zastrzelone? – Trzeba pytać w Opolu – ucina.

Zdzisław Dzwonnik, nadleśniczy z Opola, twierdzi, że nic nie wie o całej sprawie. – Mogę tylko potwierdzić, że alarm już nie obowiązuje. Nawet gdybym coś wiedział, nie jestem upoważniony do udzielania informacji. Zresztą kotami – od momentu, gdy się pojawiły – zajmował się łowczy wojewódzki – odbija piłeczkę Dzwonnik.

Tymczasem Wojciech Plewka, łowczy wojewódzki z Opola, tłumaczy, że specjalna klatka na pumę w dalszym ciągu stoi w Grabówce. – Została postawiona w miejscu, gdzie pojawiały się zwierzęta. Pumę widziałem w Grabówce dwukrotnie. Żerowała przy torach kolejowych. Miała tam dużo świeżego mięsa. Młody kot zjadał to, co potrąciły pociągi. Postawiliśmy tam klatkę, ale nic się nie złapało – dodaje Plewka.

Dlaczego pum nie spróbowano uśpić? – Trzeba by było podejść do kota na 20 metrów. A narkoza zaczęłaby działać dopiero po 40 minutach. Puma zdążyłaby uciec, wyspać się w bezpiecznym miejscu i znów wrócić. W tej sytuacji nie było mowy o usypianiu – mówi Plewka.

Gdy pytamy o odstrzał – zaprzecza. – Na terenie województwa opolskiego do pum nie strzelano – ucina.

Podczas kolejnej rozmowy telefonicznej Wojciech Plewka przyznał nam jednak, że uzyskał w Ministerstwie Ochrony Środowiska zgodę na odstrzał dzikich kotów. Ale zapewnia, że z niej nie skorzystał.

– Każdy z moich podwładnych mógł strzelać. Ale chcieliśmy rozwiązać sprawę inaczej – przekonuje.

Tymczasem w Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska tłumaczą, że zgody na odstrzał pum nie wydawano, bo... nie była potrzebna. – Pumy nie są u nas pod ochroną. A artykuł 125 ustawy o ochronie przyrody mówi wyraźnie, że zwierzęta nieobjęte ochroną mogą być zabijane, gdy zachodzi zagrożenie dla bezpieczeństwa powszechnego – tłumaczy Lidia Sternik z GDOŚ.

A takie zagrożenie było. Żyjąca na wolności puma (według naszego informatora to był gatunek żyjący w Ameryce Środkowej) unika ludzi. Jednak może zaatakować, gdy poczuje się zagrożona. Na przykład rolnik wchodzący do obory, z której nie ma innego wyjścia, to dla niej poważne niebezpieczeństwo i powód do ataku.

O tajemniczym wielkim kocie zrobiło się głośno zimą. Po raz pierwszy był widziany 5 lutego w Mokrym na Opolszczyźnie. Zwierzę zaatakowało kilka gospodarstw rolnych w powiatach prudnickim, głubczyckim i kędzierzyńskim. Jego ofiarą padło kilkanaście zwierząt hodowlanych. W kwietniu nie było dnia, by na Śląsku i Opolszczyźnie nie pojawiały się nowe informacje o tajemniczym kocie, który grasuje w naszych lasach. Służby wojewódzkie odebrały kilkadziesiąt zgłoszeń. Później sygnały ucichły.

Jednak w miniony weekend w Opolu znów odebrano zgłoszenie mieszkanki Boguszyc w gminie Prószków, która 2 sierpnia rano widziała czarne zwierzę wydające dźwięki „podobne do szczekania”. Znaleziono ślady, ale nie wiadomo jakiego zwierzęcia.

Aleksander Król



Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: lis w 2009-08-04, 09:10
... Jak widać,cała akcja z odłowem pumy / pum,była jedynie przykrywką,która miała oddalić zainteresowanie od myśliwych ...  :roll:
cały czas,robiono nas w konia,że ją / je odłowią ... zabito je po cichu,żeby uniknąć rozgłosu,jak w przypadku ubiegłorocznego łosia w Warszawie.


Tytuł: Odp: Duży kot na Opolszczyźnie
Wiadomość wysłana przez: soboz4 w 2009-08-04, 12:16
http://polskalokalna.pl/wiadomosci/malopolskie/news/alarm-odwolany-tajemniczy-zwierz-zabity,1347973