Bardzo dziękuję za słowa współczucia.
Szukam weterynarzy z doświadczeniem w leczeniu kotów, którzy przygotowaliby pisemną opinię na podstawie karty leczenia (oczywiście byłoby to odpłatne zlecenie). Gdyby ktoś z Państwa był takim weterynarzem, ale kogoś takiego znał i mógł polecić bardzo proszę o kontakt.
Niezależnie od tego będę wdzięczny za wszelkie podpowiedzi i informacje. Jeśli ktoś z Państwa miał podobny przypadek ze swoim kotkiem, tj. leczenie zapalenia żołądka lub potrzeba wywołania wymiotów po tym, jak kotek coś połknął, to też bardzo proszę o opis, jak wyglądało leczenie.
|
1
: 2025-12-05, 14:20
|
||
| Zaczęty przez Michał2 - Ostatni post autor Michał2 | ||
|
2
: 2025-12-05, 13:59
|
||
| Zaczęty przez Michał2 - Ostatni post autor IBDG | ||
|
Nie wypowiem się o samym leczeniu, co było prawidłowe, a co nie, bo się na tym nie znam, ale cała historia sprawia wrażenie jednego wielkiego chaosu w wykonaniu, zdawałoby się, specjalistów...
Widać, że kotka była przez Was kochana i zrobiliście wszystko, by ją ratować. Z całego serca współczuję. |
||
|
3
: 2025-12-05, 09:42
|
||
| Zaczęty przez Michał2 - Ostatni post autor Michał2 | ||
|
Szanowni Państwo
Nasza kotka była uroczym stworzeniem i naszym przyjacielem, niestety umarła po czterech dobach bezskutecznego leczenia w jednej z klinik. Kiedy po tygodniu doszliśmy z żoną do siebie na tyle, żeby zadać klinice kilka pytań e-mailem, otrzymaliśmy jedynie fragmentaryczną odpowiedź. W kolejnej odpowiedzi zaproszono nas na spotkanie z jednym lekarzy, ale ponieważ w odpowiedzi zawarte były błędy, a co więcej zaprzeczenie tego, co słyszeliśmy w trakcie rozmów, poprosiłem ponownie o odpowiedź w formie email oraz o przekazanie dokumentacji leczenia. Klinika jednak zignorowała te prośby (mamy tylko otrzymaną wcześniej kartę leczenia, nie wiemy czy była dalsza dokumentacja, a jeśli tak, to jaka). Poniżej opisuję przebieg leczenia (w pkt I) oraz moje wnioski, w szczególności na podstawie karty leczenia (pkt II). Bardzo chciałbym zrozumieć, co poszło nie tak w tym leczeniu, dlatego będę wdzięczny za wszelkie uwagi i podpowiedzi. Zależy mi na rzetelnej ocenie – jeśli Państwa zdaniem moje wątpliwości lub zarzuty nie są zasadne, proszę również o takie opinie. Z góry uprzejmie dziękuję za wszelką pomoc. I. Po tym, jak kotka połknęła niewielki kłębek nitek moja żona zwróciła się do najbliższej położonego weterynarza, który zalecił jej podanie wody utlenionej w celu wywołania wymiotów u kotki. Kiedy to się nie udało, ten sam weterynarz skierował nas do jednej z klinik w okolicy. Tam, na miejscu podano kotce narkozę, której skutkiem ubocznym są wymioty. Ten zabieg (tzw. sedacja) udał się i w zwróconej treści moja żona zidentyfikowała połknięte nitki. Po zabiegu kotka była ospała, z trudem się poruszała. Na wieczornej wizycie kontrolnej dostaliśmy lek o nazwie sucrabest, który mieliśmy podać kotce sami w domu. Po jego podaniu kotka dalej nic nie jadła, w nocy znowu zwymiotowała, a zwrócona treść miała biały kolor tego leku i dwie ciemniejsze plamki (kropki). Drugiego dnia z rana moja żona udała się z kotką na kolejną wizytę. Przyjmujący nas lekarz najpierw powiedział nam najpierw, że trzeba ten lek podać skutecznie, ale po chwili wyszedł (prawdopodobnie skonsultować się z kimś lub coś sprawdzić), a po powrocie stwierdził, że podany nam poprzedniego dnia lek mógł kotce wręcz zaszkodzić. Co więcej stwierdził, że nie może zaufać ocenie swoich koleżanek, zajmujących się kotką poprzedniego dnia, co do tego, że zwróciła ona całość nitki (powiedział, że byłby to z jego strony błąd w sztuce). Uznał on, że przedwczesne wznowienie pracy żołądka poprzez podanie przeznaczonych do tego leków może spowodować przesunięcie pozostałego fragmentu nitki do jelit, co wiązałoby się z ryzykiem śmierci kotki. Dlatego podał jej jedynie leki plasmalyte i vominil oraz kroplówkę, zakazał też podania kotce jakiegokolwiek jedzenia oraz polecił przyjechać na kolejną wizytę kontrolną tego samego dnia, ale dopiero wieczorem, na specjalistyczne badanie usg, ponieważ osoba, która wykonuje tego rodzaju badania pracowała tego dnia dopiero od godziny 17 (nas zapisano na godz. 18:40 tamtego dnia). Wieczorne badanie usg nie potwierdziło jego obaw. Postawiono diagnozę: ostre zapalenie żołądka oraz jego stan atoniczny, tj. brak jego prawidłowej pracy – kotka otrzymała zestaw leków w związku z potrzebą podjęcia pracy żołądka oraz kroplówkę. Ani wtedy, ani później nie stwierdzono innych problemów – przeciwnie: stwierdzono brak widocznych objawów, w tym w szczegółowym opisie usg. Lekarz powiedziała nam, że wypuszcza kotkę do domu, gdzie mamy ją obserwować. W razie poprawy po podaniu leków – mieliśmy przyjechać na kontrolę wieczorem następnego dnia, natomiast w razie braku poprawy – z samego rana. Jak dowiedzieliśmy się po czasie (z katy leczenia) pani doktor zapisała tam, że wypuszczenie do domu wynikało z „decyzji właścicieli”, chociaż nam nie przedstawiono tego, żeby hospitalizacja miała być lepsza. Po powrocie do domu tego samego dnia poprawa była widoczna od razu – kotka jakby odżyła, zachowywała się w zadzie jak przed całym zdarzeniem, ale wciąż nie jadła i nie bawiła się. Trzeciego dnia z rana zastanawialiśmy się z żoną, czy w takiej sytuacji jechać do kliniki. Zadzwoniłem do kliniki opisując sytuację, na co otrzymałem odpowiedź, od osoby, z którą rozmawiałem, że ona nie jest lekarzem (była to pani z recepcji) oraz, że „jeśli czuję się zaniepokojony, to powinienem przyjechać”. Prosiłem dwukrotnie o to, żeby moje pytanie przekazać lekarzowi, jednak powiedziano mi, że nie ma takiej możliwości. Zdecydowałem się na przyjazd, a w czasie rejestracji ta sama pani recepcjonistka nie omieszkała mi powiedzieć, że „przecież wiadomo”, że u kota, który nie je od ponad doby, jest to stan niepokojący. Żałowałem, że ani ona, ani poprzedniego dnia lekarze, nie powiedzieli nam tego od razu. Kotkę przyjęto do leczenia szpitalnego, gdzie leczono ją farmakologicznie. Dopiero wtedy przekazano nam, że dwie doby bez jedzenia to stan dla kota bardzo niebezpieczny, a co więcej - podane dotychczas środki i kroplówki nie zmieniają tego, że dla podjęcia pracy żołądka kotka musi zacząć jeść. W ten sposób, przez błędne decyzje i brak informacji ze strony lekarzy, straciliśmy całą dobę, w której kotka nie była kompleksowo leczona. Wieczorem odwiedziliśmy kotkę w klinice. Cały brzuszek miała pokryty płynem do wykonywania usg, a w futerku miała poprzyklejane liczne fragmenty jedzenia – ponieważ nie zadbano o jej podstawowy komfort, sam musiałem ją powycierać. Przyjmując kotkę do hospitalizacji nie zapytano nas o to, jaką karmę je, dlatego sami przywieźliśmy jej ulubioną i daliśmy jej ulubiony kocyk. W czasie spotkania lekarz przekazała nam, jako dobrą nowinę, że kotka już je, co prawda z ręki, ale je. Ucieszyliśmy się, ponieważ nie wytłumaczono nam, że „jedzenie z ręki” oznacza podawanie jej drobnych porcji jedzenia przymusowo (o tym powiedziano nam dopiero po śmierci kotki), a więc nie oznaczało to poprawy. Czwartego dnia rano moja żona otrzymała telefonicznie kolejną uspokajającą informację o poprawie stanu żołądka kotki. Co prawda w rozmowie powiedziano jej, że nastąpiło to po ocenie innego lekarza, ale nie zwróciliśmy na to wówczas dostatecznej uwagi, ponieważ mieliśmy dzwonić ponownie po południu w celu umówienia odebrania kotki do domu. Czekaliśmy z nadzieją na kolejny telefon. Niestety kiedy przyszła pora na rozmowę powiedziano nam, że nie tylko nie możemy kotki odebrać, ale nie powinniśmy nawet jej odwiedzać. Prosiliśmy o wyjaśnienie w nawiązaniu do poprzednich ustaleń, ale powiedziano nam tylko, że „to nie jest w tej chwili kot do oddania”, że kotka znów nie je oraz, że gdybyśmy chcieli odebrać kotkę, to pani doktor zapisze w karcie, że nastąpiło to „na żądanie właścicieli”. Moja żona zapytała wprost, czy w związku z pogorszeniem mamy się obawiać śmierci kotki, ale pani doktor zapewniła nas, że nie, ponieważ oni wciąż mają wiele sposobów, żeby jej pomóc. Pani doktor przekazała nam, że przeprowadzi w nocy dwa zabiegi: odessania treści pokarmowej przy użyciu sondy oraz wlewki doodbytniczej. Poza tym umówiliśmy się wstępnie na kolejny dzień rano, w celu odebrania kotki do domu. Z samego rana następnego dnia otrzymaliśmy telefon. Kolejna lekarz, która przyszła po nocnej zmianie powiedziała nam, że zastała kotkę w ciężkim stanie, w hipotermii. Moja żona nawiązała do rozmowy z poprzedniego dnia o tym, kiedy uspokajano nas wieloma możliwościami leczenia, ale w odpowiedzi usłyszeliśmy, że klinika nie ma „magicznych środków”. Pani doktor zaleciła nam dodatkowo płatne badania na trzustkę, na które zgodziliśmy się. Po ok. pół godziny otrzymaliśmy kolejny telefon o tym, że nasza kotka przestała oddychać i jest reanimowano. Poproszono nas o zgodę na eutanazję, żeby przerwać jej cierpienie. II. 1) podana kotce woda utleniona była otwarta na kilka miesięcy przedtem, więc wątpliwe jest, żeby jej podanie było przyczyną tak poważnych zmian; ostatnia z lekarzy, z którymi rozmawialiśmy w klinice – bezpośrednio po śmierci kotki zasugerowała, że przewód pokarmowy kotki był wewnątrz „popalony”, z powodu tej wody - chociaż wcześniej nam tego nie przekazano, ani nie leczono naszej kotki na takie oparzenie; 2) w klinice nasza kotka była leczona w sposób opieszały i nie oceniono prawidłowo jej stanu - dopiero kiedy była już wycieńczona po prawie czterech dniach bez jedzenia wykonano u niej kolejno dwa inwazyjne zabiegi, na które było już za późno: zastana treść w żołądku była już zbyt gęsta; 3) kiedy po śmierci kotki prosiliśmy w drodze emailowej o wyjaśnienie, dlaczego do tego doszło, winę zrzucono na nas, ponieważ rzekomo to my podejmowaliśmy wszystkie decyzje: w rzeczywistości jedną decyzją, jaką podjęliśmy było zaufanie klinice i to, że słuchaliśmy we wszystkim kolejnych zleceń; 4) klinika reklamuje się, jako dobrze zaopatrzona, ale na wykonanie badania usg z opisem musieliśmy czekać 9 godzin (od rana do wieczora), ponieważ najwyraźniej tylko jedna osoba potrafi tam wykonać szczegółowe badanie usg; bezpośrednio po śmierci kotki pani doktor przekazała nam, że sonda, którą próbowano odessać treść żołądka była zbyt krótka, ale kiedy później skierowaliśmy pytania do kliniki w formie emaila zaprzeczono temu; 5) nie widzieliśmy w klinice żadnej szczególnej drogi postępowania w sytuacjach zagrażających życiu: chociaż upływał cenny czas, kazano nam czekać w kolejce; 6) w czasie leczenia nie tylko nie byliśmy prawidłowo informowani o stanie naszej kotki, ale de facto wprowadzano nas w błąd sugerując przez dwa dni poprawę jej stanu na podstawie przesłanek, które wyjaśniono nam dopiero wówczas, kiedy było już za późno dla nas, żeby zareagować; nie wyjaśniono nam w szczególności, że jedzenie „z ręki” nie oznacza, że kotka je, ponadto dopiero po zapoznaniu się z kartą leczenia dowiedzieliśmy się, że poprawa stanu żołądka w usg, którą przekazano nam jako uspakajającą wiadomość, została zapisana w następujący sposób: „usg fast - żołądek atoniczny ale subiektywnie mniejszy niż wczoraj” – niestety nie otrzymaliśmy odpowiedzi na pytanie, co oznacza, że zmiana została stwierdzona jedynie subiektywnie; 7) nie otrzymaliśmy także informacji o tym, co doprowadziło bezpośrednio do śmierci; udzielono odpowiedzi tylko na niektóre z naszych pytań (zadane w formie email), a w tym zakresie zawarte są zaprzeczenia słów lekarzy, które słyszeliśmy i które dobrze pamiętamy, dlatego nie możemy zaufać żadnym deklaracjom ze strony przedstawicieli kliniki; na podstawie wypowiedzi z czasu leczenia, ani z korespondencji z kliniką po śmierci kotki nie mamy powodów do przyjęcia, że wszystkie zabiegi zostały wykonane prawidłowo, lub żeby prawidłowo zostały dobrane jej leki; w karcie leczenia nie ma wskazanego czasu podawania leków, ani wykonywanych zabiegów (jak nam wyjaśniono, nie ma takiej praktyki w klinice, żeby w taki sposób prowadzić kartę); 8 ) kiedy po śmierci kotki zadaliśmy pytanie poprzez email o zabiegi, odnosząc się do zastosowanej sondy opisaną nam ją nie jako sposób odessania treści żołądka (zgodnie z tym, o czym informowano nas w trakcie leczenia), ale jako sposób dokarmiania, a po ponownym dopytaniu o to, jaki był - w perspektywie braku przesuwania się treści żołądka - sens takiego dokarmiania, przedstawiciel kliniki powiedziała, że „ponownie omówiła tę kwestię z lekarzami” i że cewnik/sonda był stosowany wyłącznie do próby odessania treści żołądka; w karcie leczenia figurują jednak dwie osobne pozycje: sonda oraz cewnik do karmienia, przy czym jeśli kotkę dokarmiano cewnikiem, to odbyło się to bez naszej zgody; 9) za każdym razem kotką zajmował się inny lekarz, stąd nie stosowano jednolitej terapii (w szczególności często zmieniano jej leki), przykładowo kiedy po pierwszym dniu podano dla niej jeden lek, już drugiego lekarz wskazał, że jego zastosowanie mogło być szkodliwe; w sytuacji, kiedy karta leczenia nie jest prowadzona szczegółowo, może stąd wynikać zarówno opieszałość działania jak i tak złe informowanie opiekunów zwierząt, jeśli jedni lekarze zostawiają niektóre działania lub decyzje kolejnym lekarzom (na zasadzie tzw. „spychologii”), a ci z kolei zakładają, że to poprzedni powinni o wszystkim powiedzieć opiekunom pacjentów; 10) co więcej zdarzało się, ze lekarze wzajemnie podważali swoje kompetencje: jeden lekarz w rozmowie z nami uznał, że zastosowanie się do oceny swojej koleżanki o tym, czy kotka zwróciła nitkę byłoby „błędem w sztuce”, natomiast z kolei wobec oceny tego lekarza inna pani doktor wyraziła się z rezerwą w rozmowie telefonicznej z nami; 11) leki, które kotce podawano to: plasmalyte; metoclopramid CRI; vominil; synulox; gastrovom; sucrabest; mirataz; gasprid. 12) bezpośrednio po śmierci kotki lekarka, która z nami wówczas rozmawiała przekazała nam, że ona „zastała” naszą kotkę w stanie hipotermii, także wg. karty leczenia spadek temperatury nastąpił jeszcze w trakcie dyżuru nocnego; oznacza to, że musiała być jakaś przerwa, w której kotkę zostawiono bez opieki; chociaż kotka musiała już umierać przez pewien czas, środki przeciwbólowe podano jej dopiero przy eutanazji. |
||
|
4
: 2025-12-04, 08:39
|
||
| Zaczęty przez *Natte1222 - Ostatni post autor kasjope1 | ||
|
Ja uwielbiam duszki, chociaż to bardziej chrupki, niż chipsy. Z typowych chipsów to laysy octowe - the best!
|
||
|
5
: 2025-12-04, 08:37
|
||
| Zaczęty przez pawkli - Ostatni post autor kasjope1 | ||
|
Jestem fanem psów, ale jeśli mówisz, że nie chcesz zwierzaka, który absorbuje zbyt dużo czasu, to dla dobra psa, lepiej go nie brać... Może jednak jakiś gryzoń jak piszą inni, któremu nie będzie przeszkadzać Twój długi brak obecności w domu?
|
||
|
6
: 2025-12-04, 08:35
|
||
| Zaczęty przez Nefra - Ostatni post autor kasjope1 | ||
|
Ja ostatnio byłem w kinie na "Dom dobry". Faktycznie tak mocny, jak ludzie mówią, ale też dobry i warty obejrzenia
|
||

