Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukanie zaawansowane  

Aktualności:

Strony: [1]   Do dołu

Autor Wątek: Szkoła przetrwania  (Przeczytany 4266 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Galago De Codi

  • Gość
Szkoła przetrwania
« : 2007-09-21, 20:44 »
Witam
Rozpoczynam ten topic w ramach szerzenia wiedzy o przetrwaniu.
Jak myślicie... czy poradzilibyscie sobie w lesie w miescie, w razie jakiegos kataklizmu?
Macie uszykowane cokolwiek na wypadek braku pradu, powodzi wichury, zamieszek, ataku "terrorystycznego"?
Moim zdaniem gdyby Nowy Orlean wiedział co ma robić w czasie powodzi i po niej - nie byłoby tyle ofiar.

Moze zaczniemy, co uzywam gdy ide do lasu na jakiś czas i chcę być w miarę przygotowany na wszelkie ewentualności.
Na pewno ogromny worek foliowy z mocnego plastiku. Przede wszystkim mozna z niego zrobić namiot, kurtkę przeciwdeszczową, deszczownie, magazynowac suche gałęzie do ogniska, przechowywac prowiant, zbierać smieci, jedzenie. Ważne by był "nieszeleszczący" jeśli chceci np, zaczaić sie na jakąs zwierzynę z aparatem w czasie deszczu, lub gdy jest zimno (efekt szklarni).

Na pewno nóż. Najważniejsza jest nie cena a ostrość, i przydatność. Nie cudujemy z nozami z pakietami surwiwalowymi w rączce, gdyż zawsze te noże kończą tak samo - pęknięcie pomiędzy ostrzem a klingą.
Nóż musi trzymac sie mocno w dłoni nawet gdy jest mokry.
Przydałaby się do noza ostrzałka. Nigdy nie rzucamy nozem!!! Nie pozbawiamy sie broni ani najważniejszego narzedzia, więc jak chcemy sobie porzucać polecam grę Darts ;)

Przydałaby sie odzierz termoaktywna, lub wełniana. Wełna jest niby lepsza bo trzyma ciepło nawet gdy jest mokra (tak z reszta powstaje filc)  ale gdy sie opije wody moze utopić (skapanie się) - jest bardzo ciężka gdy jest wilgotna. Termoaktywna bielizna szybko wyschnie i tez daje uczucie ciepła.
Mozna używać kurtek z membramą jakiegoś X-teksu. mnie nie stać (bo dobry goretex to ok 700-800zł - a w czymś tak drogim nie będę łaził po krzakach. Więc kupiłem wodoodporną gunowaną kurtke - poncho. Deszcz zcieka a przez boczne dziury wydostaje się pot. Dodatkowo jak się kupi porzadne poncho można mieć z tego fajny namiot :)
Buty sa ważne ale też bez przesady. Niektórzy uzywają bucików z membramami itd. ale każda membrama w końcu przepuści. Ja używam innej metody - parę skarpetek na zmianę i tanie wojskowe buty. Posiadam takie same jak mieli w vietnamie amerykanie. Skarpety zmmienia się przynajmniej dwa razy dziennie. Zachowanie stóp w dobrym stanie to podstawa przetrwania. Przed założeniem buta po nocy sprawdzamy czy coś nie siedzi w butach, nie wędzimy butów ani nie opiekamy nad ogniem w celu wysuszenia - moze dojśc do zniekształcenia podeszwy, wkałdki, materiału, lub wyściółki co spowoduje ze buty zaczną obcierać - a w wilgotnym terenie kończy sie to najczęsciej gangreną.
Skarpety można używać jako rękawiczki.
Wbukłak na wodę - im większy tym lepszy. Niestety woda to  najcięższa rzecz w każdym pakiecie przetrwania. Można ją pozyskiwac z ujec wody, ale w czasie kataklizmów czy po porstu z powodu zanieczyszczeń - nie jest często zdatna do picia. Można używać tabletki uzdatniające - ale po zakupie tego czegoś i sprobowaniu takiej wody - będziecie woleli nosic ze sobą nawet za ciężki plecak :) niz polegac na tabletkach. Można uzyskiwac wode z deszczowni ( wykopujemy dziure w ziemi - przykrywamy w/w folią, pod spód pojemnik na wode, a na zewnątrz kamien by ta woda wyparowujaca z ziemi skraplała sie do tego pojemnika pod tym kamieniem), lub owijając liście drzew folią, lub zbierac rosę przy uzyciu skarpet obwiązanych na nogach - ale to są wszystko małe ilości.
Zródło wody dobrej to takie przy którym widac tropy dzikiej zwierzyny, nie ma padliny w okolicy lub w wodzie. jest roślinnośc wodna, może ryby.
Wodę staramy sie ugotować. Nie pijemy na zapas, a tym bardziej gdy długo nie pilismy - może to doprowadzić do choroby. Podręcznik SAS mówi: nie racjonujmy sobie wody - racjonujmy swój pot.
Gdy jest mało wody - starajmy się nie jeść za dużo, popijając na końcu.

Coś dla pozyskania ognia. Szkół jest dużo, od krzesiw, po zapałki sztormowe a kończąc na lupie. Metoda kazda jest dobra, najlepiej znać je wszystkie i mieć przy sobie materiały. Przyda się świeczka (może być ta z IKEI w tym aluminiowym) i stałe paliwo do podpalania grila. Pamiętajcie że to ze wiemy jak rozpalić ogień nie znaczy że to umiemy. Trzeba ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. To jest naprawde trudne dla poczatkujacych.
Ogień daje ciepło i pożywienie. Chroni przed drapieżnikami, komarami, i oczywiście sygnalizuje nasza obecność. Gdy nie chcemy być zauwazeni palimy tylko suche paliwo w specjalnych dołach obłozonych kamieniami - i tylko w NOCY. Gdy nie mamy dostępu do żródła witamin, można sprobowac jeśc surowe mięso - gotowanie zbija cenne witaminy. Dzięki jedzeniu surowych wątrób fok - eskimosi mogą żyć na kole podbiegunowym i nie umierać na szkorbut.
Gdy nie mamy broni można "utwardzić" naostrzony kij - jest na tyle silny że dawni koczownicy tak bronili sie nawet przed wilkami.
Przyda się parę lasek świetlików chemicznych, nitka, igła, metalowa puszka na to wszystko , która bedzie także garnkiem i pojemnikiem na wodę, kompas, linka piłka - do drewna, haczyk, linka pstrągowa (wytrzymuje dłużej kontakt z solą morską). Latarka - najlepiej wieczna (na małe dynamko) i najlepiej wodoodporna.
Przyda się też chusta ala arfatka. Ale musi być oryginalna (koszt ok 10-20dolarów dla znajomych którzy jada na nurkowanie do egiptu np. ) dlatego ze jest z wełny wielbłada, a nie z bawełny. To znaczy że tak jak sweter, bedzie zawsze dawać ciepło. Pozatym przydaje się do wielu rzeczy.

Jeślie chodzi o pożywienie - to ja polecam batony ze skleów sportowych, lub odrzywki. Baton ma dużo energii i białka. To samo odrzywka. Jeśłi chodzi o odrzywkę - to dobrze by była z serii gainer. To znaczy ze ma ok 70-80% węglowodanów a 20% białka. Odrzywki czysto białkowe nie nadają się jako główne pozywienie, gdyż bilnas energetyczny spalania białka nie bedzie dla nas na + :).
Do odrzywek jest potrzeba woda i cos do rozmieszania. Dają siłę, ale nie dają uczucia sytości. Ja wymyśliłem patent na cynamon. Mam ze soba zawsze parę lasek cynamonu, z których odłamuję kawałki tej przyprawy i ssam w czasie wędrówek - naprawde potrafi zabić na jakiś czas uczucie ssania w dołku.
Można kupić żywnośc odwodnioną - ale drogo kosztuje.
W lesie jest mnóstwo jedzenia - trzeba tylko wiedziec co jest jadalne. Najczęściej zbiera się jagody, orzechy, korzonki. Ale jest też dużo dzikich warzyw, ziół. Polować na zwierzynę nie polecam. Po pierwsze - w czasie "pokoju" to kłusownictwo. Po drugie trzeba doswiadczenia w rozpoznawaniu tropów, zachowań i upodobań zwierząt. Trzeba umiec budowac sidła i najczęsciej bilans energetyczny jest ujemny.
Można zbudować oscień i sprobowac zapolowac na ryby, ale to też nie zawsze działa - można użyc w/w husty jako sieci na małe rybki - rybki do 10cm mozna jeśc w całosci.
Latem ważne są napoje izotoniczne - ja mam takie w tabletkach mulsujacych. Dzięki czemu uzupełniam poziom elektrolitów w organizmie. Posiadając swój zestaw "suchych" żywności - mogę mieć jedna dużą butelke z wodą, a nie kilka mniejszych z gotowymi już "wywarami".
Pieczywo chrupkie jest tez dobre, ale nie pszenne - bo jest zbyt lekkie i nie syci tak dobrze jak np. wielozborzowe, lub żytnie.

cdn
Pożywienie.
Staram się mieć zawsze racje żywnosciowe na cały czas trwania wyprawy
« Ostatnia zmiana: 2007-09-21, 22:44 autor Galago De Codi »
Zapisane
Strony: [1]   Do góry
 

Strona wygenerowana w 1.104 sekund z 24 zapytaniami.